środa, 29 grudnia 2010

Syberia za grosze - 11

 Jak się poruszać po Syberii? Oczywiscie koleją, koleją i jeszcze raz koleją! Ale nawet w Rosji tory gdzieś się kończą i co dalej? Autonogi to też dobry pomysł, ale ile można podróżować " z kamasza" z całym dobytkiem na plecach? Może rower? Czemu nie? Też próbowałem, a jak!. Można w jednym miejscu kupić, przejechać kawał drogi i taniej sprzedać u celu podróży. Od biedy da się nawet jechać na tym ustrojstwie po stepie, ale problemem były duże odległości i ograniczony czas. Marszrutki też nie wchodzą w rachubę, bo do wielu zabitych dechami wsi nie dojeżdżają nawet te wszędobylskie busy. Co więc pozostaje? Kciuk do góry i machamy! Tylko pamiętajcie, by się wam palce nie pomyliły.
Na odludziu zatrzymuje się właściwie każdy "machnięty" samochód, jeśli nawet nie po to, by mnie zabrać, to przynajmniej zapytać, co się stało, że tak macham :) Często też nie chcą słyszeć o zapłacie, a raz zażenowany kierowca odpowiedział: "Jakie pieniądze? Ot gościa do wsi przywiozłem". Dzień później prosiłem, by obwiózł mnie po okolicy i to samo,  z ledwością wcisnąłem mu zwrot kosztów benzyny. Nie polecam za to motocykli, nawet tych z koszem. Gdy pani Sabinka wiozła mnie swoim niebieskim Iżem, wprost zakochałem się w radzieckiej myśli technicznej, bo mijaliśmy bez problemu nie tylko dziury wielkie jak kratery na Księżycu, ale również pokonaliśmy rzekę, która nie wiedzieć czemu przecięła nam drogę. Czemu więc się czepiam? Bo nie da się na tym siedzieć. Mój plecak leżał sobie bezpiecznie w koszu, a ja podskakiwałem na tylnym siedzeniu wyżej niż rekordy życiowe Artura Partyki.
Niestety nie wszędzie jest tak kolorowo. Czym bliżej miejscowości atrakcyjnych turystycznie, tym więcej trzeba płacić za przejazd. Przykładem jest taksówka Olega, który chciał ze mnie zedrzeć skórę, jakbym był amerykańskim milionerem. Czasami jednak warto wydać trochę zaskórniaków, by wynająć auto z kierowcą i przewodnikiem w jednej osobie, ale o tym już w następnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz